Historia Kaflarni w Zdunach ma swój początek w 1858 r. Mogłaby się skończyć wraz z pożarem w 2015 r. Tak się jednak nie stało. Nowy rozdział narodził się wraz z rewitalizacją, która dawny zakład produkcyjny przemieniła w centrum edukacyjno-kulturalne.
Zduny – miasteczko pogranicza. Jedna z najstarszych wielkopolskich miejscowości z największym w regionie zespołem małomiasteczkowej architektury. Miejsce przenikania się kultur – niemieckiej, polskiej, żydowskiej, a nawet cygańskiej i greckiej. W pejzażu miasta charakterystycznym punktem są dwa kominy. To Kaflarnia. To tu w połowie XIX wieku Wilhelm i Paulina Reimann zakładają warsztat garncarski, który z czasem rozrośnie się w nowoczesną fabrykę produkującą kafle.

– Małżeństwo po dwudziestu latach przekazało kierowanie manufakturą na ręce syna Friedricha – mówi Jarosław Ciąder, który o kaflarstwie wie wszystko. W zdunowskim zakładzie przepracował ponad 40 lat. Artysta, rzemieślnik, pasjonat, kolekcjoner. Właściciel największego w Polsce zbioru kafli piecowych. Historię zakładu ma w małym palcu. – Interes szedł na tyle dobrze, że Reimannowie zaczęli zatrudniać pracowników, zwiększyli też wzornictwo i kolorystykę kafli. Zakład z czasem przejął syn Friedricha – Gustaw, który w latach czterdziestych XX wieku zelektryfikował fabrykę. Historia niemieckiego rodu w Kaflarni kończy się w styczniu 1945 r., kiedy właściciele zwoławszy pracowników i wypłaciwszy im należne pensje, pożegnali się i wozem konnym uciekli do Niemiec w obawie przed nadchodzącymi ze wschodu Rosjanami – kontynuuje opowieść.