By skonstatować, że śmierdzi prezes ZOiGO MZO i RZZO Andrzej Strykowski potrzebował piętnastu minut dyskusji. Radny Andrzej Kornaszewski czasu nie potrzebował wcale. Zresztą, by stwierdzić, że śmierdzi nie potrzeba ani wiedzy ani doświadczenia, wystarczy zaczerpnąć ostrowskiego powietrza. Gdy tylko przebijmy się przez smog poczujemy charakterystyczny aromat lekkiej zgnilizny.
Owa zgnilizna nie dopływa u nas – jak chcieliby potwarcy – z metaforycznego urzędu – tylko wprost ze składowiska.
Jak to zwykle bywa, znawcy gospodarki odpadami podzielili się na kilka obozów. Ten najmniej liczny – właściwie jednoosobowy – twierdzi, ze nie śmierdzi wcale. Pozostałym śmierdzi, choć pochodzenie zapachu jest polem dodatkowych sporów.
Najbardziej radykalni, ci od Przyjaznego Ostrowa, gotowi są wbrew faktom cały smród zrzucić pod drzwi Jarosława Urbaniaka, prezydenta w latach 2010-2014. Opowieść o tym, że całe zło ma swoje źródło w podjętych w tym czasie decyzjach nijak się kupy nie trzyma.

Warto też pamiętać o prezydent Klimek (wkraczające w szósty rok swej władzy), to ta która najpierw pomagała zabiegać o jak największy strumień, o to by kolejne gminy zrzucały w Ostrowie swe odpady, teraz zaś każe Ostrowianom cieszyć się, że ta same – wcześniej namawiane gminy – dziś z nas (ściślej mówiąc z usług prezesa Strykowskiego) rezygnują.

Dyskusja Kornaszewskiego i Strykowskiego nie doprowadziła rzecz jasna do żadnej konkluzji. Ale z niektórych słów prezesa MZO i RZZO jasno można było zrozumieć, że żadnego szybkiego przełomu nie będzie. Smród nie zniknie od tak, z dnia na dzień. Trudno też wierzyć w dezodoryzację, tu lepiej wierzyć jednemu z mieszkańców Zębcowa, który wszak osobiście śmieciowej indolencji doświadcza.

„Gdy jestem brudny to się myję a nie pryskam perfumem”

Ta ludowa mądrość jakoś tam istotę rzeczy oddaje. Poszukiwanie rozwiązania nie będzie ani proste ani łatwe. Mówi się o lepszym usprzętowieniu, o nowym składowisku w Psarach (jakoś nikt nie bierze pod uwagę mieszkańców tej wioski) i zapewne o ograniczeniu strumienia odpadów. Wszystko razem ma ulżyć mieszkańcom Zębcowa i nie tylko, bo zapach unosi się w coraz bardziej oddalonych od składowiska na Staroprzygodzkiej częściach miasta.
Z rzadko zajmować się wypada prowadzącymi dyskusję, ale pani Wojciechowska parę razy znacząco wychodziła z roli. Dość natarczywe domaganie się od radnego Kornaszewskiego konkretnych, technicznych rozwiązań problemu smrodu raczej nie przybliżyło nas do rozwiązania, podobnie jak grzeczne potakiwanie wszystkim słowom prezesa.
I na koniec, w czerwcu mieliśmy na składowisku wielki pożar. Korzystając z okazji niezależna redaktor powinna chyba zadać pytanie o skład pożarowego dymu i tego co na Ostrów po pożarze spadło. Ale kogo to interesuje, prawda Pani redaktor?