Biskup Edward Janiak umierał w niesławie. I można by rozważyć zastosowanie wobec niego zasady „de mortuis…” gdyby nie to co działo się na jego pogrzebie. Z mów wygłaszanych (och chciałoby się krzyknąć ciszej nad tą trumną) można było wywnioskować, że winę ponoszą tu wszyscy, tylko nie „dostojny” nieboszczyk(?)
W owym przedstawieniu wzięła również udział Prezydent Ostrowa Beata Klimek. W dniu pracy, w dniu sesji Rady Miejskiej i służbowym samochodem. Zestawmy wszystkie klocki. Chętnie odwołująca się do lewicowej spuścizny prezydent, skompromitowany biskup i na koniec ta oto rozmowa z lokalną wyborczą.

– Pani tam była jako prezydent miasta? – dopytujemy.
– Nie, w żaden sposób nie reprezentowałam tam oficjalnie urzędu, miasta. Nie wygłaszałam tam żadnych mów. Pojechałam jako Beata Klimek, ale jak biskup pełnił posługę w diecezji kaliskiej, to spotykaliśmy się – jako biskup i jako prezydent miasta. Podejmowaliśmy wiele działań społecznych. Pracowaliśmy wspólnie na rzecz naszych mieszkańców. To była relacja oparta na szacunku, partnerstwie, życzliwości. Jechałam po prostu pożegnać człowieka, którego znałam i lubiłam. Miał trudny i tragiczny koniec, ale ja nie zamierzam tego osądzać.
– Czy skoro nie jechała tam pani jako prezydent miasta, to czy prawdą jest, że jechała tam pani służbowym autem?
– Panie redaktorze… Ja nie pojechałam tam w roli prezydenta, bo nie miałam żadnych oficjalnych wystąpień.
– Dlaczego zatem nie wzięła pani dnia wolnego i nie pojechała prywatnym autem, tylko jechała w dniu pracy służbowym samochodem?
– A uważa pan, przepraszam, że moja obecność tam uwłacza w jakikolwiek sposób pozycji prezydenta? Bo ja nie rozumiem tego pytania.

Przeczytajmy jeszcze raz uważnie ostatnie zdanie obecność Prezydenta miasta na pogrzebie skompromitowanego urzędnika kościelnego? Nie uwłacza? To co uwłacza?