Radni opozycji zatrzymali podwyżkę podatku od nieruchomości. Rzecz normalna w demokracji. By przeprowadzić swój pomysł trzeba uzyskać większość. Prezydent Beata Klimek wpadła z tego powodu w histerię.
Ta podwyżka byłaby kroplą w budżetowym morzu – zysk z podwyżki to ~1% (4,7 miliona zł) w skali budżetu. Dużo mniej, niż przeznaczamy choćby na obsługę ogromnego zadłużenia naszego miasta, do którego doprowadziła polityka dzisiejszej władzy (w 2023 r. koszt obsługi to ponad 15 milionów zł). Natomiast w skali budżetów ostrowian, ostrowskich firm, szpitala, to byłby kolejny, spotykany na każdym kroku wzrost (poza wynagrodzeniami).
Ważnym skutkiem podwyżki byłaby tez kolejna wyrwa w budżecie ostrowskiego szpitala. Tymczasem coraz mniej liczny klub Przyjaznego Ostrowa wbrew wszystkiemu parł do podwyżki. Tym razem się nie udało, a prestiżowa porażka spowodowała wręcz niebywałą wściekłość, czego wyrazem był wpis na urzędowym profilu prezydent Klimek oraz późniejszy wysyp urzędowych komentatorów. Według nich jednoprocentowy ubytek w budżecie ma spowodować zatrzymanie rozwoju całego miasta.

Nie chodzi oczywiście o sytuację budżetu ani o ów jeden procent – w ósmym roku rządów zaczynamy doświadczać skutków radosnej polityki zadłużania miasta „pod korek” polityki „spełniania marzeń” bez zakładek, poduszek finansowych i innych instrumentów zabezpieczających przed skutkami nagłych i niespodziewanych zdarzeń.
Gdybyż owe zdarzenia były jeszcze „nagłe i niespodziewane”… A przecież nie są. To, że polityka ogólnokrajowa prędzej czy później doprowadzi do inflacji nie było jakąś ekskluzywną wiedzą. To, że wielkie kredyty trzeba będzie spłacać też raczej było wiadome. O tym, że inflacja to również wyższe koszty kredytu powinny wiedzieć nawet perły, orły i sokoły samorządu. Dzisiejsze załamywanie rąk nad tym, że ktoś powstrzymał wyciskanie z mieszkańców pieniędzy na koszty swego braku odpowiedzialności jest… dowodem owego braku właśnie.
Komentarz ZOSTROWA