O kulisach koalicyjnej nominacji, pomysłach na walkę ze smogiem, planach wobec hali widowiskowo – sportowej, Piasków, zwiększeniu dofinansowania na kulturę i sport w mieście oraz Ostrowie marzeń – z DAMIANEM GRZESZCZYKIEM kandydatem Koalicji Obywatelskiej na prezydenta Ostrowa Wielkopolskiego rozmawia Jarosław Wardawy. 

Jest Pan jedynym wśród kandydatów na prezydenta Ostrowa Wielkopolskiego, który nie ma doświadczenia samorządowego.

– Stanowczo nie zgadzam się z tym zarzutem, który jest po prostu chybiony. Odkąd zostałem adwokatem, a więc od 2009 roku, reprezentowałem z sukcesami wielu mieszkańców Ostrowa w sporach z administracją wszystkich kolejnych prezydentów  miasta. Znam więc praktykę działania samorządów i to od tej najtrudniejszej,  prawnej strony. Od lat doradzam również różnym samorządom i spółkom komunalnym z terenu całej Polski, choć akurat nie z Ostrowa. To doświadczenie pokazuje, że kiedy zostanę wybrany prezydentem, to bardzo szybko będę potrafił wejść w tę rolę. Ponadto, prezydent jest również pracodawcą, a ja też jestem pracodawcą od wielu lat. Owszem, nie byłem nigdy radnym, ale z tego powodu miałem komfort spoglądania na samorząd z boku i zauważania wielu nieprawidłowości z niezależnej perspektywy.

Jest pan również najmłodszym kandydatem. Czy to atut, czy raczej przeszkoda?

– To zdecydowanie jeden z moich atutów. Nie zapominajmy, że średnia wieku dla osób, które obejmowały funkcje prezydenta Ostrowa, to 38 lat. Mirosław Kruszyński, gdy zostawał prezydentem naszego miasta, miał 30 lat, a został zapamiętany jako bardzo dobry prezydent. Grzegorz Woźny został prezydentem miasta w wieku 31 lat, Jerzy Świątek miał 36 lat, a Radosław Torzyński został prezydentem w moim wieku, czyli miał 37 lat. Ten wiek zapewnia energię do sprawowania ważnych funkcji.

 

KOALICYJNY CZY PARTYJNY KANDYDAT ?

Czy jest pan kandydatem partyjnym?

– Nie jestem kandydatem partyjnym, bo nie jestem członkiem żadnej z popierających mnie partii. Popiera mnie Koalicja Obywatelska, a to zasadnicza różnica. Jak każdy człowiek zajmujący się polityką, mam swoje poglądy, które określiłbym, jako liberalne. Kandydowanie jako reprezentant koalicji daje mi z jednej strony szerokie  poparcie polityczne, a z drugiej zapewnia mi pełną autonomię programową. Jeszcze zanim w Ostrowie Wielkopolskim powstała Koalicja Obywatelska, wiele osób z tych środowisk nakłaniało mnie do kandydowania. Jednak ostateczna decyzja z mojej strony zapadła na przełomie lutego i marca, po długiej i szczerej rozmowie z żoną. Potem były długie i żmudne rozmowy, których efektem było utworzenie Koalicji Obywatelskiej ze mną, jako kandydatem na prezydenta miasta. Uważam to, za optymalne rozwiązanie.

Na czym konkretnie polega według pana różnica między kandydatem partyjnym i kandydatem z poparciem koalicji kilku partii?

– Różnica jest podstawowa. Nie jestem członkiem żadnej z partii, które popierają moją kandydaturę na prezydenta, ani żadnej innej. Obie partie zaproponowały mi kandydowanie. Dostałem absolutnie wolną rękę do stworzenia programu, pod jednym tylko warunkiem: aby był on spójny z programem, z jakim obie partie pójdą do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych. Mój program powstał w wyniku szeroko zakrojonych konsultacji z mieszkańcami Ostrowa Wielkopolskiego. Przy jego formułowaniu oparliśmy się na wynikach ankiety, na które odpowiedziało nam ponad 1000 ostrowian. To dało mi głęboką wiedzę merytoryczna o prawdziwych problemach i potrzebach ostrowian, a moją rolą – jako prezydenta miasta – będzie zapewnienie realizacji tych potrzeb i rozwiązania problemów.

CZY OSTRÓW POTRZEBUJE ZMIANY ?

Dlaczego uważa pan, że w Ostrowie powinno dojść do zmiany władzy?

– Ostrowowi Wielkopolskiemu brakuje energii, dalekosiężnego planu rozwoju, ale nie na jedną kadencję, tylko na wiele lat do przodu. Taki plan miał chociażby wspomniany już dziś prezydent Mirosław Kruszyński. Startował w czasach, gdy samorząd dopiero powstawał, a potrafił zaplanować przedsięwzięcia na wiele lat do przodu, jak choćby rama komunikacyjna miasta, czy rozwój Piasków Szczygliczki. Ostrów potrzebuje prezydenta z szeroką wizją rozwoju miasta, który pracuje nie dla blichtru i pieniędzy. Nie idę do polityki, żeby się „dorobić”, tylko po to, żeby służyć miastu i jego mieszkańcom poprzez realizację mojego zakrojonego na wiele lat programu wyborczego.

Co w polityce jest dla pana najważniejsze?

– Tak naprawdę polityka nie jest wcale najważniejsza. Najważniejsi są ludzie, bo miasto to nie budynki, ulice, parki – tylko ludzie. Cała reszta to tylko i aż narzędzia, które mają działać dla ludzi. Jestem głęboko przekonany, że ostrowianie oczekują od władz miasta sprawnego dogadywania się  w sprawach dla nich ważnych, oczekują skutecznej mediacji w tematach dotyczących budowy ulic, zagadnieniach socjalnych itp. Tego w ostrowskim samorządzie wyraźnie brakuje, bo teraz każdy próbuje przekrzyczeć drugiego, zamiast go przekonać. Ja tego „nie kupuję”. Odpowiada mi filozofia władzy, która realnie  – a nie tylko poprzez PR – rozmawia z mieszkańcami, zasięga ich opinii i skutecznie szuka sposobów rozwiązania prawdziwych problemów mieszkańców. To oczywiście wymaga dialogu, mediacji, a często kompromisu, którego się jednak nie obawiam. To dla mnie chleb powszedni, z którym spotykam się na co dzień podczas mediacji w sądzie, gdzie często muszę umieć łączyć ogień z wodą. Skoro potrafię to w sądzie, to będę też potrafił robić to samo w samorządzie.

SMOG NAJWIĘKSZYM PROBLEMEM OSTROWA

Gdyby dziś zapytać ostrowian o największe problemy miasta, to uważam że bardzo wielu z nich wskazało by na smog. Jak zamierza pan realnie walczyć z tym zjawiskiem?

– Zanim powstał mój program wyborczy przeprowadziliśmy rzetelną,  pogłębiona ankietę dotyczącą między innymi potrzeb i problemów mieszkańców Ostrowa Wielkopolskiego. Na podstawie ponad 1000 ankiet wiemy, że za największe problemy miasta ostrowianie uważają właśnie smog, brak miejsc parkingowych i Aquaparku. Walka ze smogiem musi być systemowa, na wielu skorelowanych ze sobą płaszczyznach. Najważniejsze, żeby skłonić Ostrowski Zakład Ciepłowniczy do docelowo darmowego podłączania się mieszkańców do miejskiej sieci ciepłowniczej. Oczywiście, musi być to połączone z systemem korzystnych dofinansowań miasta tak, by każdy mieszkaniec miał realny wybór pomiędzy jak możliwie najbardziej korzystną dotacją do podłączenia się do sieci ciepłowniczej lub wymianą pieca na ekologiczne źródło ciepła. Dziś jest tak, że cena podłączenia do miejskiej sieci jest barierą sprawiającą, że tylko śladowa ilość gospodarstw domowych się na to decyduje. Kwoty z budżetu miasta przeznaczone na dopłaty do wymiany pieców są dalece niewystarczające. To trzeba zmienić. Nie może być tak jak w tym roku, kiedy to OZC wypracowuje wielomilionowy zysk, który zamiast zostać przeznaczony na inwestycje albo dofinansowanie przyłączania się do cieplika zostaje przekazany na dywidendy dla zagranicznych akcjonariuszy. Czy Państwo wiedzą, że za te 5 milionów oddane „w zębach” przez OZC, można by podłączyć do cieplika niemal 500 ostrowskich gospodarstw domowych. Uważam za skandal takie marnotrawstwo publicznych pieniędzy, które powinny służyć mieszkańcom Ostrowa Wielkopolskiego, a nie zagranicznym akcjonariuszom. Gdybyśmy co roku przeznaczali na dotacje na przyłączanie domów do cieplika pieniądze z zysku firm komunalnych z OZC na czele,  a do tego realizowali inne programy proekologiczne, to za kilka lat możemy pozbyć się „kopciuchów” w Ostrowie.

Jakie inne działania wpływające na zmniejszenie smogu ma pan myśli ?

– Powinniśmy rozpocząć w Ostrowie skuteczne działania w kierunku pozyskiwania zewnętrznych dofinansowań na odnawialne źródła energii. Mam na myśli przede wszystkim fotowoltaikę, a konkretnie pozyskiwanie dofinansowań na produkcję prądu z energii słonecznej oraz na termomodernizację budynków. Ale to nie wszystko, bo należy również rozważyć wykonanie odwiertów w kierunku sprawdzenia możliwości wykorzystania zasobów geotermalnych, czyli ciepła z wnętrza ziemi. Do tej pory o tym się mówiło, ale nikt tych próbnych odwiertów w Ostrowie nie wykonał. A na przykład w sąsiednim Kaliszu takie badania będą wykonywane, prawdopodobnie z bardzo dużym dofinansowaniem z ministerstwa. Uważam, że Ostrów też powinien skorzystać z tej możliwości. Niestety, do tej pory na tym polu Ostrów zaliczył spektakularną porażkę, odpadając na etapie wstępnym projektu na fotowoltaikę.

Wspomniał pan, że drugim problemem wymienianym najczęściej w ankietach był brak odpowiedniej liczby miejsc parkingowych w mieście. Co jest konkretnie największym problemem miasta w tym zakresie: brak miejsc parkingowych, czy zła organizacja ruchu drogowego w tym zakresie ?

– Jedno i drugie, bo oba te zagadnienie są ze sobą ściśle połączone i również wymagają rozwiązań systemowych. Ostrowianie potrzebują nowych miejsc parkingowych w dużych osiedlach w których mieszkają, w okolicach ich miejsc pracy oraz w centrum miasta, gdzie najczęściej przyjeżdżają. Istniejące parkingi przy blokach nie zaspokajają potrzeb w tym zakresie. Należy więc stworzyć kilka nowych parkingów buforowych. Wybudowanie 1-piętrowego parkingu buforowego dla około 40 samochodów to koszt porównywalny z budową niepotrzebnej wiaty na małym targowisku. Dysponujemy wyliczeniami, że utworzenie w takim systemie jednego miejsca parkingowego kosztuje około 60 tys. zł, więc jest to jak najbardziej zasięgu finansowych możliwości miasta,  tylko potrzeba rozsądnych decyzji. Takie parkingi mogą powstać w okolicach ulicy Paderewskiego, czy Strzeleckiej, bo jest na to miejsce. Parkingi buforowe są również potrzebne w miejscach, gdzie ostrowianie pracują,  choćby przy ulicy Staroprzygodzkiej, czy Wodnej. Tam miasto powinno działać w partnerstwie publiczno-prywatnym z konkretnymi przedsiębiorcami,  którzy będą tym zainteresowani.

A co z centrum miasta, w którym chciał pan budować parking podziemny pod rynkiem?

– To jedna z opcji. Należy rozważyć wszystkie potencjalne warianty i miejsca dla parkingów buforowych, a więc wspomniany rynek, plac 23 stycznia, ulicę Harcerską, aleję Powstańców Wielkopolskich, Staszica. Należy dążyć do wyeliminowania ruchu w centrum miasta w celu poszukiwania miejsca parkingowego poprzez budowę nowych miejsc parkingowych oraz wprowadzając inteligentny system informacji informujący aktualnie wolnych miejscach do parkowania. A co do parkingu podziemnego, to nadal uważam że to dobre rozwiązanie, ale podkreślam jednocześnie, że należy najpierw  wykonać odpowiednie badania geologiczne i analizę finansową, żeby sprawdzić możliwości techniczne i opłacalność finansową inwestycji.

DOFINANSOWAĆ KULTURĘ I SPORT

Smog i parkingi to nie wszystko. W programach kandydatów na prezydenta miasta znalazłem bardzo mało propozycji zmierzających do uatrakcyjnienia spędzania wolnego czasu przez mieszkańców miasta i przyjezdnych. Co pan chciałby zaoferować w tym zakresie?

– Uważam, że lepsze zagospodarowanie wolnego czasu i zwiększenie atrakcyjności miasta w tym zakresie jest bardzo ważne. Ostrów powinien rzeczywiście „stać kulturą”, bo to niezwykle miastotwórcza sfera naszego życia. Wszyscy prezydenci w Ostrowie chwalą się jakością oferty kulturalnej miasta, ale w tej dziedzinie nadal jest jeszcze wiele do zrobienia i usprawnienia. Mam na myśli nie tylko ofertę tak zwanej „kultury wysokiej”, ale również dostosowanej do potrzeb wszystkich mieszkańców. Dam konkretny przykład. Miasto dobrze wykorzystuje bazę rekreacyjną na Piaskach, ale zupełnie niewykorzystany jest potencjał kulturalny tego miejsca. Jak można było dopuścić do tego, żeby latem, kiedy na Piaskach aż roi się od osób spędzających tam czas, istniejąca tam przepiękna infrastruktura koncertowa była wykorzystywana praktycznie tylko przez jeden weekend? Piaski powinny tętnić życiem kulturalnym przez co najmniej cały sezon letni. To idealne miejsce do organizowania tam regularnych, cotygodniowych koncertów, dyskotek, przeglądów kabaretowych, prezentacji dorobku miejskich i powiatowych orkiestr itp. To niedopuszczalne, żeby scena na Piaskach, poza jednym weekendem, była zamknięta dla mieszkańców na cztery spusty.

Owszem, ale na to wszystko potrzeba pieniędzy.

– To oczywiście prawda. Uważam, że mimo relatywnie wysokiego poziomu oferty kulturalnej miasto niewystarczająco dotuje wartościowe przedsięwzięcia kulturalne organizowane przez inne organizacje. Głównym źródłem przeznaczania pieniędzy na kulturę – nazwijmy to  – „zewnętrzną” jest konkurs ofert, w którym na ten cel przeznacza się zaledwie około 450 tys. zł. To niezmienna od kilkunastu lat kwota na wszystkie zgłoszone wnioski, czyli zarówno na duże, festiwale muzyczne o zasięgu międzynarodowym, jak i na małe osiedlowe inicjatywy. To zdecydowanie za mało i chciałbym to zmienić, zwiększając nakłady na kulturę, by ta ważna sfera naszego życia stała się naszą rzeczywistą dumą.

Podobny „problem obfitości” mamy ze sportem. Mamy wiele różnych dyscyplin na wysokim poziomie, ale zbyt mało pieniędzy na ich skuteczne finansowanie przez miasto. Ma pan na to jakąś receptę?

– Przed wszystkim musimy skończyć z podwójnym i nieprzejrzystym finansowaniem sportu przez miasto i spółki komunalne. Zwłaszcza w tym drugim przypadku nie wiemy kto, na co i ile dostaje. To trzeba koniecznie zmienić, by podział środków na sport w Ostrowie stał się wreszcie transparentny i jasny dla wszystkich. W tym celu  będę chciał utrzymać wyróżnienie dyscyplin wiodących w Ostrowie, które będą miały zapewniony stały, znany z wyprzedzeniem, poziom dofinansowania, uzależniony od wyników sportowych. Kluby będą wiedzieć, że jak będzie awans do wyższej klasy rozgrywkowej, to mogą liczyć na odpowiednio większe pieniądze z miasta. To prawdziwie sportowy, motywujący do wysiłku system, nastawiony na przejrzystość, której dziś tak bardzo brakuje.

 

CO DALEJ Z HALĄ?

Rozmawiając o sporcie i kulturze nie sposób nie poruszyć tematu hali widowiskowo – sportowej. Mamy w Ostrowie kuriozalną sytuację, kiedy to jednocześnie maja być budowane dwie hale. Co z tym „fantem” powinien zrobić przyszły prezydent miasta?

– Poza wszelką wątpliwością, miejska hala widowiskowo – sportowa jest potrzebna. Obecna sytuacja jest dość skomplikowana. Prywatny inwestor buduje halę, bo ma już pozwolenie na budowę, a jednocześnie miasto chce postawić halę w innym miejscu. Z tej drugiej opcji możemy się wycofać.

A czy powinniśmy to zrobić?

– Wszystko zależy od negocjacji z prywatnym podmiotem budującym halę przy ulicy Kusocińskiego. Powrót miasta na K1 ma sens tylko w przypadku pogodzenia potrzeb różnych dyscyplin sportu. To miejsce należy też wykorzystać na zbudowanie miejskiej bazy sportowo – rekreacyjnej z prawdziwego zdarzenia, z której mogliby korzystać również mieszkańcy. Dodatkowe tereny można pozyskać od pobliskiej firmy, która nosi się z zamiarem ich opuszczenia. Do tego potrzeba jednak rzeczowych negocjacji i analizy, z korzyścią dla miasta i mieszkańców i z poszanowaniem prawa własności prywatnej.

Co w takim razie z miejscem przy ulicy Wojska Polskiego?

– To bardzo atrakcyjny teren, ale akurat nie na halę sportową, co wskazali dobitnie znani i cenieni architekci. Można go lepiej wykorzystać na inne cele, na przykład na duży parking buforowy, co ma sens przy powstającym Centrum Przesiadkowym, albo na budownictwo wielorodzinne. Oczywiście po wcześniejszej zmianie przeznaczenia tego terenu przez radę miejską.

KOMUNALNE „BIZANCJUM”,  CZY WYBORCZA RETORYKA? 

Czy jest w Ostrowie „Bizancjum” w gospodarce komunalnej, czy to tylko retoryczny chwyt bez uzasadnienia?  

– Oczywiście, że jest – i to coraz większe. Rzekoma „likwidacja” Holdikomu, zapowiadana szumnie przez Beatę Klimek, to fikcja. Zmieniony został tylko szyld, z Holdikomu na Centrum Rozwoju Komunalnego, a na dodatek powstała kolejna, moim zdaniem równie niepotrzebna spółki – CRK Energia. Moim zdaniem, obie spółki,  generujące olbrzymie koszty na zarządy i rady nadzorcze, należy zlikwidować. Dodatkowo, należało by połączyć niektóre spółki, prowadzące zbliżoną działalność, jak Ostrowskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego i Miejski Zakład Gospodarki Mieszkaniowej. Do tego należy zlikwidować podwójne stanowiska zarządcze w niektórych spółkach, ograniczyć rady nadzorcze oraz zmienić w niektórych przypadkach ich formę organizacyjną ze spółek akcyjnych na spółki z ograniczona odpowiedzialnością. Już tylko dzięki tym zabiegom, otrzymamy kilka milionów złotych oszczędności rocznie, które powinny zostać przeznaczone na inwestycje w gospodarkę komunalną, a nie na dywidendy dla podmiotów zewnętrznych. Dla porównania, roczny koszt miejskiego programu „becikowego” to około 350 tys. zł. Tyle samo co dwa stanowiska w radach nadzorczych naszych spółek komunalnych. Sami Państwo odpowiedzcie sobie, co bardziej warte jest naszych pieniędzy.

Chciałby pan kontynuować „becikowe”?

– Tak, bo to dobry program, którego utrzymanie leży w interesie ostrowian.

A poparłby pan miejskie dofinansowanie programu in vitro?

– Jestem za poparciem in vitro, bo widziałem radość moich znajomych,  którzy tylko dzięki temu mogą cieszyć się z potomstwa.

Jeden z kandydatów zapowiada połączenie prawie wszystkich spółek komunalnych w jedną…

– Nie wracajmy do pomysłów z minionej epoki. Gospodarka centralnie sterowana już była, więc dajmy temu spokój.

To wystarczy na ulepszenie gospodarki miasta?

– Nie, bo kolejnym „grzechem” ostrowskiej gospodarki komunalnej jest zbytnia bierność. Rocznie miasto przeznacza na zakup nieruchomości tylko około 2 mln zł, a powinno znacznie więcej. Kupno nowych terenów to wyraźny sygnał i sposób na przyciągnięcie nowych inwestorów do Ostrowa. Nie zapominajmy, że miasto może być również przedsiębiorcą, czyli np. kupować i sprzedawać tereny by na tym zarabiać. Tymczasem, u nas jest tak, że jeżeli już spółki komunalne prowadzą taką działalność, to nie przekazują zarobionych środków do miasta, tylko oddają je, jako dywidendy na zewnątrz.

Miasto dużo jednak wydaje na różnego rodzaju inwestycje.

– Tak, ale obecne inwestycje w mieście określiłbym jako zachowawcze. Np. rewitalizacja, która w przypadku Ostrowa polegać ma głównie na odnowieniu fasad. Takie działanie nie przynosi zysku. Tylko przyciąganie inwestorów może przynieść ostrowskiej gospodarce określone zyski i korzyści. Inwestorom należy jednak zapewnić przyjazne otoczenie dla biznesu i określoną pomoc ze strony miasta.

SAMORZĄD BEZ POLITYKI?

Czy w ostrowskiej rzeczywistości politycznej możliwy jest prezydent miasta ponadpartyjny, działający ponad podziałami? Czy możliwy jest samorząd bez polityki?

– Samorząd bez polityki nie jest możliwy, natomiast jak najbardziej możliwy jest prezydent działający ponad partyjnymi podziałami. Do tego potrzebny jest kandydat, który nie jest związany z żadną z partii politycznych, ale potrafiący rozmawiać i przekonywać do dobrych projektów reprezentantów różnych opcji politycznych w radzie.

Czy takim prezydentem była Beata Klimek?

– Na pewno nie, co pokazuje jej polityczny życiorys. Beata Klimek zawsze była i jest jednoznacznie kojarzona z lewicą. Nie rażą mnie jej sympatie polityczne,  ale hipokryzja, poprzez którą stara się przekonać mniej zorientowanych wyborców, że jest kandydatem apolitycznym. Mam również duży zarzut do pani Klamek o to, że przy obsadzaniu wielu kierowniczych stanowisk w mieście nie sięgała po osoby z Ostrowa, tylko sięgała po osoby z zewnątrz, z politycznego nadania. To jest polityczny koniunkturalizm i krzywda dla wielu kompetentnych osób z naszego miasta. Paradoksalnie, nie tylko miasto ale nawet sama pani Klimek, źle na tym wychodzi, bo większość z „armii zaciężnej” opuściła ją w trakcie tej kadencji.

Jak pańskim zdaniem prezydent miasta powinien budować szerokie poparcie?

– Takich przykładów w Polsce jest wiele. Weźmy przykład Wadima Tyszkiewicza – prezydenta Nowej Soli, Łukasza Borowiaka z Leszna, Rafała Dutkowiaka z Wrocławia, czy Jacka Jackowiaka – prezydenta Poznania. Wszyscy oni są przykładem prezydentów,  którzy nie będąc członkami partii, wystartowali z wyraźnym poparciem dużej partii, wygrali, a potem postawili na tworzenie porozumienia w radzie. Ostrów jest teraz w podobnej sytuacji, w jakiej był Poznań cztery lata temu. Ja również staje do wyborów nie będąc członkiem partii, ale z jej wyraźnym poparciem. Podobnie było z prezydentem Jaśkowiakiem, który potrafił zjednoczyć wokół siebie radę miasta, postawił na fachowców i teraz startuje do wyborów jako zdecydowany faworyt. To dla mnie bardzo ważny przykład, pokazującymi że warto iść w tym samym kierunku.

Partia rządząca, mniej czy bardziej otwarcie, przekonuje, że tylko ich kandydaci mogą liczyć na szeroki strumień pieniędzy z budżetu. Co pan na to?

– To bzdura i to z wielu powodów. A co jeśli to nie PiS wygra wybory? Od przyszłego roku nie dostaniemy pieniędzy? Prezydent miasta musi rozmawiać z każdym, nawet z przeciwnej opcji politycznej. Nie wyobrażam sobie, żeby po wybraniu na prezydenta Ostrowa nie pojechać do Warszawy. To będzie jeden z moich pierwszych obowiązków, choć nie ukrywam, że nie popieram wielu posunięć tego rządu, choćby w odniesieniu do wymiaru sprawiedliwości. Prezydent miasta reprezentuje wszystkich jego mieszkańców i dlatego musi rozmawiać z wszystkimi siłami politycznymi. Już teraz nie mam problemu, żeby rozmawiać z wieloma osobami z list moich rywali. Wiele razy od nich słyszałem, że mam największą zdolność koalicyjną, która przełożyłaby się na ewentualną współpracę. Prezydentem się bywa, człowiekiem się jest.

OSTRÓW MARZEŃ

Zastanawiał się pan, jak powinien wyglądać Ostrów z pana marzeń?

– Odwołam się do historii naszego miasta. Na początki XVIII wieku w Ostrowie mieszkało kilkadziesiąt osób. W ciągu 250 lat staliśmy się 80-tysięcznym miastem,  by później spaść do poziomu ok. 70 tysięcy mieszkańców. Chcę zrobić wszystko, by ten proces zatrzymać i odwrócić. To dobrze, że młodzi ludzie wyjeżdżają z Ostrowa by zdobywać wiedzę i wykształcenie, ale trzeba zrobić wszystko, by chcieli tu wracać i w Ostrowie wykorzystywać swoje doświadczenie, talenty i umiejętności. Można to zrobić poprzez inwestowanie w nowe technologie, badania i rozwój, aby u nas powstawały nowe miejsca pracy, skłaniające ludzi do wyboru Ostrowa, jako miejsca do życia. Trzeba przekonać ludzi zmęczonych tempem życia w dużych miastach, że Ostrów potrafi być dla nich dobrym miastem do założenia rodziny. To jest możliwe tylko poprzez zgodę, kompleksowe rozwiązywanie najważniejszych problemów. Wiem, jak to zrobić, mam energię i chęć do pracy dla miasta. Dlatego 21 października proszę Państwa o zaufanie, bo tylko razem możemy zmienić nasze miasto.

Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ WIĘCEJ W PAPIEROWYM WYDANIU GAZETY OSTROWSKIEJ