Tadeusz Kurzawski – za kilkadziesiąt lat metodycznej pracy na rzecz dzieci oraz młodzieży i upowszechnianie karate w dobrym stylu. „Pamiętajcie, robicie to dla siebie, a nie dla mnie – w ten sposób motywuje podopiecznych przy ćwiczeniach wymagających większego wysiłku fizycznego. Założyciel Ostrowskiego Klubu Karate Shotokan, w którym promuje tradycyjną naukę zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży. Jego ideą jest trening, który łączy sztukę walki z rozwojem duchowym i dobrym wzorcem zachowań.

Robi to skutecznie już prawie 30 lat bez niepotrzebnego rozgłosu. Bo wielkie rzeczy w sporcie biorą się z codziennej rzetelnej pracy, której najczęściej na facebooku nie widać. To w jego klubie stawiali pierwsze kroki ci, którzy później mogli pochwalić się tytułami mistrzów Polski, a nawet świata, nie tylko zresztą w karate.
Człowiek wielkiej kultury i organicznik, który mimo posiadania 4 stopnia dan wciąż widzi potrzebę podążania drogą rozwoju własnych umiejętności oraz krzewienia ducha pokory, szczególnie u dzieci i młodzieży.
Jego styl pracy cechuje etykieta, właściwa dla tej dyscypliny, a trennig kończy się zawsze słowami „ARIGATO GOZAI MASHI TA – Dziękuję za wysiłek” – i stosuje to niezmiennie, zarówno wobec dorosłych, jak i dzieci.
Grzegorz Leśniak – za wielką pasję do sportu, za lekcję w pokonywaniu słabości i udowodnienie, że w sporcie, nawet ekstremalnym, jest miejsce każdego. Człowiek, który nie ma na swoim koncie tytułu mistrza Europy czy świata, ale znając go, znając jego determinację kto wie czy tak się nie stanie i to już niebawem.
Kilka lat temu postanowił zmieć tryb życia, a pierwsze skojarzenie z aktywnością padło na rower. Jednak zwykłe jeżdżenie na dwóch kółkach to było za mało. Tak trafił do ekstremalnych wyścigów. Jest jednym z 4 Polaków, którzy ukończyli rowerowy maraton „1000 Mil Adventure”, określany jako jeden z najcięższych tego typu imprez w Europie, do którego samo zapisanie się jest już sztuką. Ostatecznie trasa, która musiał pokonać miała 1681 kilometrów i wiodła przez góry, poza wyznaczonymi szlakami i drogami. Rok później była podobnie ekstremalna wyprawa i kolejne wyprawy. Wciąż dokłada nowe wyzwania, po drodze był m.in. duathlon, biegi długodystansowe, a w tym roku doszedł maraton … w Krakowie. Sam napisał po nim, że gdyby cztery lata temu ktoś zaproponował przebiegnięcie 1 km kazał bym mu się mocno puknąć w głowę. ,,To czy damy radę tkwi tylko w naszych głowach. Ci, którzy mnie znają wiedzą, że jak się uprę to nie ma rzeczy nie możliwych’’.