„Pokoje macie straszne”, „wykładzina wygląda jakby na nią ktoś zwymiotował” – w recepcji brak recepcjonistki i pracowników. Hotel Granada z Ostrowa Wielkopolskiego był kolejnym bohaterem programu „Piekielny Hotel” na antenie TVN prowadzonym przez Małgorzatę Rozenek.

Hotel Granada jest w centrum problemów Agaty i Andrzeja. Małżeństwo kupiło go w 2004 roku. Wydawało się, że jest to interes skazany na sukces: lokalizacja na trasie Ostrów-Wrocław, sala konferencyjna, restauracja. Idealne miejsce na imprezy firmowe i wesela, ale tylko w teorii.

Hotel świeci pustkami. W restauracji można zjeść tylko śniadanie, a przy odrobinie szczęścia dostać odgrzewane danie, o ile recepcjonistka znajdzie na to czas… Jedyną osobą dostrzegającą problem jest Oskar – syn właścicieli.

Fragment programu – zobacz tutaj 

Kolejne fragmenty programu – kliknij tutaj

Małgorzata Rozenek na początku zaparkowała na pustym parkingu (płatnym). Potem na recepcji nie zastała nikogo. W hotelowej restauracji (nieczynnej) również. Dopiero po dłuższym poszukiwaniu odnalazła się osoba, która mogłaby ją przyjąć. Zero gości. Niemal kompletny brak personelu. Właściciele? W domu. Rozenek zadzwoniła po nich.

Jak długo ten hotel zarabiał na siebie i kiedy przestał? – zapytała ich, kiedy się pojawili.
Przez pierwszych 8, 9 lat. Potem było coraz mniej gości – przyznał Andrzej, który w raz z żoną Agatą prowadzi biznes.

Małgorzata Rozenek względnie szybko ustaliła, co jest przyczyną fatalnej kondycji finansowej obiektu. Nie tyle złe zarządzanie, co jego brak. Właściciele, większość czasu spędzają w podróżach i nie mają kiedy dopilnować interesu.

Kto tu rządzi w tym hotelu? – zapytała.
My razem… – padła nieśmiała odpowiedź.Riposta Rozenek była nieoczekiwana, bo odnosiła się do jej prywatnego życia.
To jest tak, jak ja pytam w małżeństwie, ja też zawsze mówię, że Radosław rządzi – odparła.

 

Jak działanie hotelu wygląda w praktyce, można było się przekonać, kiedy w końcu pojawili się jacyś goście. Ich opinia była jednoznaczna: „Jak za komuny”. Nie działały: telewizor, lampka, telefon i w dodatku było zimno.

Za połowę ceny bym tutaj nie została – skomentowała warunki kobieta, która dostała jeden z pokojów.

Potem pojawili się kolejni goście. Akurat była właścicielka, która wydała im klucze i z pewnym wahaniem opisała drogę do pokoju. Jakby do końca nie była pewna, gdzie on się znajduje.

Rozenek po rozmowie z synem właścicieli (to on zaprosił ekipę „Piekielnego hotelu”) postanowili zadziałać dość radykalnie. Zdecydowali nakłonić Andrzeja i Agatę do spędzenia nocy we własnym hotelu. Syn nawet spakował im walizkę. W jednym z pokojów obok była zameldowana Rozenek.

Śpię tutaj, bo tam jest jeszcze brudniej – wybrała łóżko, które wydawało jej się bardziej czyste.

Następnego dnia rano Rozenek ogłosiła zbiórkę. Pojawili się wszyscy goście i cała załoga hotelu. Miało być szczerze.

Sam pokój nas zawiódł. Kiczowaty wystrój, pokój był bardzo zaniedbany. To pokój 21. W szczególności łóżko, które jest chyba najważniejszym elementem pokoju. Była brudna, poplamiona i wydarta narzuta na łóżku. Za łóżkiem element z pianki, który był pełny kurzu. Dywan też był poplamiony – usłyszeli właściciele ostrą opinię o warunkach panujących w hotelu.

Tłumaczenie właściciela było bardzo dziwne. Mówił z wahaniem, często pauzował.

Pokój 21 był często wynajmowany na imprezy par.
Co to znaczy na imprezy par? – chciała wiedzieć Rozenek.
Narzeczeni często wynajmują, po ślubie…

To wystarczyło, żeby Rozenek wyrobiła sobie całościowy ogląd sytuacji. Po konsultacji z ekspertami zdecydowała obniżyć cenę za nocleg i dostosować ją do standardów obiektu (o 20-30 proc.) oraz zmienić krzykliwy wystrój wnętrz na coś bardziej stonowanego. Po remoncie przykładowego pokoju właściciele byli zachwyceni.

Będziemy wdrażać zmiany, które zostały nam podpowiedziane i przyciągać gościa, żeby przyjechał, a potem wrócił.
Nie zawsze jest łatwo. Tu naprawdę bywało ciężko, ale te zmiany są widoczne. Goście świetnie się bawią, hotel chyba zaczął żyć – na koniec Małgorzata Rozenek oceniła swoją pracę.