To mógł być historyczny moment. A właściwie dwa. Piłkarze ręczni Ostrovii sportowo awansowali do najwyższej klasy rozgrywkowej, ale niej nie zagrają. Podobny los spotkał LKS Gołuchów spod Kalisza, który po raz pierwszy awansował do trzeciej ligi.
Nie zagra w niej jednak, nie spełnił wymogów. „Ogromny żal i niedosyt, z jakich błahych powodów nie mamy tej licencji” – napisał na Facebooku.

Sprawa rzeczywiście bulwersująca, oburza nie tylko kibiców i lokalne media.

Tu sprawę rozstrzygnięto już po awansie (właściwie nie wiadomo jak to nazwać) jeszcze ciekawiej centralne władze sportowe obeszły się z piłkarzami ręcznymi Ostrovii.
Tak Ostrovii, tej Ostrovii, która dostarczyła polskiemu handballowi braci Lijewskich, Bartłomieja Tomczaka, Marka Szperę i wielu wielu znakomitych graczy. Tym razem Ostrovia zrobiła coś dla siebie. Awans do Superligi byłby wielkim osiągnięciem klubu i jego władz. Byłby bo tym razem władze Superligi już przed barażem orzekły, że ostrowski klub nie spełni wymagań licencyjnych i dlatego awansować nie może.

Zwolennicy spiskowej teorii dziejów podsuwali wyjaśnienia jakoby władzom nie chciało się układać kalendarza dla nieparzystej liczby drużyn. Może, a może wszystkim odpowiada rola ostrowskiego klubu jako dostarczyciela dobrze wyszkolonych graczy dla innych ligowców.
Tak czy owak, jasnym jest, że sport zawodowy to nie tylko rywalizacja na boisku, bieżni czy parkiecie, to również wyścig organizacyjny. Trudno to negować, ale teraz w trakcie epidemicznego kryzysu budżet wielu superligowców może okazać się wirtualny. Ciekawe czy wtedy ktoś pomyśli o Ostrovii?